O autorze
Amerykanistka, feministka, publicystka i naukowczyni. Pracuje w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW, gdzie prowadzi zajęcia o literaturze, historii kobiet i filmie. Członkini zespołu Krytyki Politycznej i Rady Kongresu Kobiet. Książki jej autorstwa to: Świat bez kobiet (2001); Rykoszetem (2008); Magma (2011) i Matka Feministka(2014). Ta ostatnia dotyczy rodzicielstwa i równości płci.
Wkrótce ukaże się wywiad rzeka z Agnieszką Graff pt. Jestem stąd

Płeć i sprzątanie, czyli koniec cywilizacji

Fot. 123RF
Mój niemal sześcioletni synek nie potrafi nic znaleźć w swoim pokoju. Klocki lego ma zmieszane nie tylko z kredkami, ale także z plasteliną. Na pytanie, kiedy zamierza posprzątać odpowiada chłopięcym głosikiem: NIGDY!

Zaczęłam od perswazji. Opowiedziałam mu kilka mrożących krew w żyłach historii o bałaganiarzach, którzy bardzo, ale to bardzo źle kończą. O chłopcu, który zginął marnie pod lawiną zabawek. O dziewczynce, która wyhodowała w szufladzie pleśń i zgniliznę, przez co zalęgły się tam obrzydliwe robale. Staś uważa, że lawiny i robale są fajne, ale te opowieści to bujdy. Poza tym sprzątać nie warto, bo:
(1) sprzątanie jest nudne i męczące;
(2) jak się odpowiednio długo poczeka, to ktoś po nas posprząta i zwykle będzie to mama;
(3) chłopaki tak już mają, że nie sprzątają.



Nieoczekiwanie po stronie Stasia stanął Arcybiskup Stanisław Gądecki, który na łamach Naszego Dziennika obwieścił:

“Niektórym rodzicom podoba się uczenie chłopców, że winni po sobie sprzątać, a nie czekać, aż zrobią to za nich dziewczynki. Pociągające jest również hasło, że wszyscy ludzie są sobie równi i mają prawo do szczęścia. Lecz jednocześnie rodzice często nie uświadamiają sobie tego, że w imię przezwyciężania stereotypów uwarunkowanych kulturowo ukazuje się przy okazji różne modele partnerskie jednopłciowe jako równoważne rodzinie.”

Słowa Arcybiskupa przedrukowały liczne gazety, portale i tygodniki. Podczas gdy ja przekonywałam Stasia, żeby posprzątał, internauci snuli na forach dywagacje na temat domowych nawyków hierarchy – sugerowali, że zapewne nigdy po sobie nie sprzątał bo robiły to za niego zakonnice. Kpinę wywołał też pogląd, że od chłopięcej nauki sprzątania prosta droga do związków partnerskich i rozpadu rodziny. Uznano że Arcybiskup jest „odklejony” od rzeczywistości.

Te kpiny są zupełnie na miejscu. To wynik braku należnego szacunku nie tylko dla Arcybiskupa, ale także dla tematyki, którą poruszył. Relacja płeć-sprzątanie nie tylko istnieje, ale też stanowi jedną z podstaw społecznego porządku zwanego patriarchatem, którego Arcybiskup broni. Staś też broni patriarchatu, ale nie z pobudek religijnych tylko dlatego, że nie chce mu się sprzątać.
Można oczywiście twierdzić, że płeć do sprzątania nijak się nie ma, każdy i każda powinien sprzątać po sobie. Można też uważać, że sprzątanie lub niesprzątanie wynikają z płci (wierzą w to zwolennicy tzw. płci mózgu).

Ale ja, podobnie jak Arcybiskup, sądzę, że jest odwrotnie. Płeć (oczywiście ta kulturowa) w dużej mierze wynika ze sprzątania (u kobiet) i niesprzątania (u mężczyzn). Sprzątanie upłciawia kobiety, niesprzątanie upłciawia mężczyzn, a porządek płci na tym właśnie polega, że szeroko pojętym sprzątaniem zajmują się kobiety. Co w tym czasie robią mężczyźni? Inne rzeczy, zwykle od sprzątania przyjemniejsze i lepiej płatne. Są pewni, że posprzątają kobiety. I zwykle mają rację!

Z badań Eurostatu (2010) wynika, że przeciętna pracująca zawodowo Polka na pracę domową i opiekuńczą poświęca 29 godzin tygodniowo, a przecietny pracujący zawodowo Polak – 12 godzin. Pomnóżcie sobie teraz różnicę (17 godzin tygodniowo) przez ilość tygodni w roku, a wynik – przez ilość lat w przeciętnym życiu. Wyjdzie wam potężna różnica. Różnica płci.


Sprzątanie to czas i wysiłek, których nie starcza na inne zajęcia. Sprzątanie także status - niższy. Zapomnijmy na chwilę o kobietach i mężczyznach i spójrzmy na całą sprawę nieco bardziej abstrakcyjnie (czyli po męsku):
Podczas gdy płeć niesprzątająca decyduje o losach świata, płeć sprzątająca myje podłogę.
Podczas gdy płeć niesprzątająca zdobywa kolejne stopnie kariery, płeć sprzątająca zeskrobuje coś twardego i cuchnącego ze ścianek piecyka.
Płeć niesprzątająca zajmuje miejsca w zarządach i radach nadzorczych, a sprzątająca odbiera tymczasem dzieci z przedszkola i szkoły, robi zakupy, szoruje ubikację.
Różnica zarobków między płcią niesprzątającą a sprzątającą wynosi ok 30%, czemu wszyscy bardzo się dziwią.

W pełni ukształtowany przedstawiciel płci niesprzątającej to istota złożona, a jej wychowanie wymagająca wiele wysiłku. Rodzice i dziadkowie, ciotki i wujowie, nauczyciele i katecheci – wszyscy oni muszą przez całe lata utwierdzać biologicznego chłopca w przekonaniu, że sprzątanie to domena dziewcząt. Efektem tych wysiłków jest dobrze zsocjalizowany mężczyzna – ktoś, kto nie ma pojęcia, skąd się biorą czyste naczynia, jak się przygotowuje posiłek i nawet nie drgnie, gdy kobieta poda mu talerz z obiadem. Gdy ona zbiera ze stołu naczynia, on spokojnie dalej czyta gazetę (albo brewiarz, jeśli akurat jest biskupem). Ona biegnie do kuchni po deser, on dalej rozmawia ze szwagrem o samochodach. Ona sprząta – on drzemie przed telewizorem. I nawet do głowy mu nie przyjdzie, że mogłoby być inaczej. Oto siła cywilizacji. To dzięki niej obie płcie są przekonane, że tak było zawsze i tak właśnie ma być, bo tak jest naturalnie.

Znacie takich facetów? Ja, szczerze mówiąc, nie znam ich wielu. Jest jasne że mamy do czynienia z kryzysem męskości. Cala nasza cywilizacja słabnie, bo mężczyźni, zwłaszcza ci młodsi, zamiast spokojnie ją budować i umacniać, robią w ostatnich latach rzeczy dziwne. Gotują, zmywają naczynia, zmieniają własnym dzieciom pieluchy, bywają na placach zabaw. I coraz częściej – o zgrozo – sprzątają. I to nie tylko po sobie! To bardzo groźne zjawisko.

Jak widzicie, Arcybiskup mnie przekonał. Związek między płcią a sprzątaniem to dzieło wielowiekowej tradycji, cenny dar naszych przodków. Zaś my – współcześni rodzice – jesteśmy bliscy, by to zmarnować, zaprzepaścić. Czyż nie jesteśmy świadomi zagrożenia? To zapewne dzieło genderystów i lobby gejowskiego. Związek między homoseksualizmem i męską skłonnością do sprzątania jest oczywisty. Wszak jeśli taki sprzątający facet pozna drugiego sprzątającego, to ogólnym zamęcie może go wziąć za kobietę, a wtedy związek partnerski gotowy.

Ponieważ nie ma w okolicy żadnej chętnej do roboty dziewczynki, zamierzam sama posegregować klocki mojego syna. Umocni to moją kobiecość. Chcę też być pewna, że jego przyszła żona dostanie w swoje ręce prawdziwego mężczyznę, przedstawiciela płci niesprzątającej. Jeśli kiedykolwiek poprosi go, by posprzątał, usłyszy od niego słowo NIGDY! wypowiedziane pewnym męskim głosem.
Trwa ładowanie komentarzy...